Uczta dla oczu
- Wiosenne wypady nad Biebrzę - gwar wędrujących ptaków, zapach pierwszych kwiatów i bagiennych łąk... Niepowtarzalna atmosfera kusi obserwatorów z całego świata. Wielu wraca co rok. Ci, którzy zasmakowali w Biebrzy, nazywają się "biebrzniętymi" od krążącej po rzece krypy "Biebrznięta Narwianka" - wyjaśnia Tomasz Kułakowski.
Bagna Biebrzańskie - stawy, trzcinowiska, turzycowe łąki, brzeziny, olsy... Największa w Europie ostoja dubelta, kropiatki, orlika grubodziobego, rybitwy białoskrzydłej, derkacza. Zaobserwowano tu 271 gatunków ptaków, w tym ponad 180 lęgowych. W marcu rzeka wylewa, podtapiając okolicę aż do maja. Ogromne, płytkie rozlewisko służy za popas setkom tysięcy siewkowców, kaczek, gęsi, żurawi. Migrują na północ - do Skandynawii, na Syberię - z afrykańskich i śródziemnomorskich zimowisk. W dolinie Biebrzy żerują i odpoczywają. Jest na co patrzeć! Nad stadami krążą skrzydlate drapieżniki: kanie, kobuzy, bieliki... Po łąkach majestatycznie przechadzają się białe i czarne bociany. A na zalewiskach gnieżdżą się kolorowe bojowniki bataliony - logo Biebrzańskiego Parku Narodowego.
-
Tokowanie batalionów to widowisko. Każdy z samców tego gatunku szczyci
się unikalnym upierzeniem. Nie ma dwóch takich samych! Zbierają
się na wysepkach wśród bagien - ptaki jaśniejsze wybierają inne
strefy niż te z ciemnymi piórami. Gdy stroszą kryzy na szyjach,
wyglądają jak strojni rycerze... Pochylają się, kierują ku sobie
dzioby i gonią się nawzajem - opisuje Tomasz Kułakowski. O
tej porze roku najciekawszy jest Basen Południowy parku, obejmujący
obszar od Wizny do Osowca. Uroda pasa bagien przy ujściu Biebrzy
do Narwi zapiera dech w piersiach.
-
Lśniąca rzeka leniwie płynie meandrami. Od lazuru wód odbijają bezlistne
krzewy, oświetlone pomarańczowym blaskiem świtu. W krajobrazie rozlewisk
dominują ptaki - wszystko lata, krzyczy, tańczy, chichocze, śpiewa...
żurawie - młodziki z poprzedniego roku - odprawiają tańce godowe.
Podskakują, rozkładają skrzydła i wyginają szyje, przekrzykując
jeden drugiego... Cóż, wiosna. Hormony
buzują - opowiada Katarzyna Ramotowska, przewodniczka, właścicielka
Biura Obsługi Ruchu Turystycznego Eco-Travel.
Torfowiska
eksplodują życiem - z kęp turzyc odzywają się zaczepnie kropiatki,
powietrze wypełnia beczenie bekasów, śpiew świergotków łąkowych,
chrapanie słonek...
-
Wystarczy grzebnąć w wodzie, by podejrzeć inną aktywność - gody
niebiesko zabarwionej żaby moczarowej. Od rechotu tysięcy osobników
bagna "gotują się". Bulgoczą jak kocioł z wrzątkiem -
dodaje przewodniczka.
Wiosna
w kaloszach
Wieże
widokowe to symbol rosnącej popularności podglądania ptaków (w Polsce
jest 6-8 tys. "ptasiarzy"). Nie tak dawno na Bagnach Biebrzańskich
wznosiła się tylko jedna - we wsi Brzostowo.
-
Zamiast 20, tłoczyło się na niej 40 "ptasiarzy" z lunetami.
Rolnicy zwietrzyli interes i stawiają kolejne wieże - śmieje się
Tomasz Kułakowski.
Rasowy
obserwator stara się wyłowić rzadkie okazy - a to niełatwe w stadach
liczących tysiące ptaków. Wypatruje bernikli wśród gęsi zbożowych
i gęgaw. Nasłuchuje łabędzi krzykliwych - ich donośne fanfary są
często mylone z klangorem żurawi. Wyłuskuje ptaka z obrączką, by
potem prześledzić jego drogę...
-
Amatorzy nieraz przysłużyli się ornitologom, udostępniając im swe
notatki. W Polsce prowadzi się np. badania ptaków lęgowych: skowronków,
jaskółek, bocianów... Ubywa ich w krajobrazie Europy Zachodniej
- rolne monokultury i wielkie plantacje nie sprzyjają ptakom. Wysyłane
do Brukseli polskie obserwacje wspierają ekologiczny lobbying w
Unii - zapewnia Tomasz Kułakowski.
By
zobaczyć coś ciekawego, trzeba wstać bardzo rano - świt i zmierzch
to szczyty aktywności w przyrodzie. "Ptasiarz" powinien
wykazać cierpliwość i hart ducha - na bagnach i podmokłych łąkach
dokuczają owady. Nieodzowne są środki przeciw komarom i wysokie
kalosze. Widoki wynagrodzą jednak wszelkie niedogodności.
-
Gdy lecą stada gęsi, nie sposób się nie zatrzymać i nie patrzeć
na tę zapowiedź nadchodzącej wiosny. Wokół niezmierzona przestrzeń,
topniejący śnieg, rozlewiska po horyzont... Takie chwile zostają
w pamięci - przyznaje Piotr Marczakiewicz, ornitolog z Biebrzańskiego
Parku Narodowego.
Ekwipunek
obserwatora to - prócz kaloszy - stonowane ubranie. Krzykliwe kolory
płoszą ptaki. Rozpoznanie wypatrzonych okazów umożliwi atlas - np.
"Ptaki Europy i obszaru śródziemnomorskiego" Larsa Jonssona.
Przyda się i notes do zapisywania obserwacji, takich jak: wielkość
ptaka, upierzenie, długość dzioba, sposób lotu i żerowania... Niezastąpiona
jest dobra lornetka.
-
Standard to parametry 10 x 50 (powiększenie x średnica okularu).
Coraz powszechniejsze stają się lunety obserwacyjne - poręczne,
lekkie, pozwalające na obejrzenie detali. Hit ostatnich lat to fotografia
cyfrowa. W ekwipunku ornitologów pojawiają się cyfrowe lustrzanki
i aparaty połączone z lunetą, najczęściej Nikon Coolpix - radzi
Tomasz Kułakowski.
Biebrzę
nawiedzają miłośnicy ptaków z Polski, Holandii, Niemiec, Belgii
i Wielkiej Brytanii, skąd przyszła moda na birdwatching, czyli obserwowanie
ptaków. Co dzień przewija się mnóstwo ludzi - dlatego tak ważne
jest odpowiedzialne zachowanie. Hałasowanie, wabienie, płoszenie,
szukanie gniazd - to groźne dla dzikiej zwierzyny.
-
Ptaki żyją na rozlewiskach - obserwuje się je, stojąc na drodze.
Nie wolno wchodzić na bagna poza wyznaczonymi ścieżkami, choż niektórzy
próbują nawet wjeżdżać samochodami! To płoszy ptaki, nabierające
sił przed dalszą podróżą. No i jest nieuprzejme wobec obserwatorów,
którzy przyjdą po nas... - instruuje Piotr Marczakiewicz.
Tropami
wilka
Biebrzańscy
przewodnicy objeżdżają z turystami najciekawsze miejsca, pokazując
warte obejrzenia zakątki. I zwierzęta - nie tylko ptaki, bo laików
może nużyć wielogodzinna obserwacja skrzydlatych mieszkańców bagien.
Większości wystarczą dwie godziny na ich podglądanie.
-
Tak ustawiamy lunety, by turyści dojrzeli rarytasy w stadzie. Zainteresowanych
uczymy rozpoznawać gatunki gęsi, łabędzi, kaczek... Otwieramy ludziom
oczy na znaki w przyrodzie. Umiejętność ich czytania wzbogaca -
twierdzi Katarzyna Ramotowska.
Linie
tropów w błocie powiedzą np., jakie zwierzę tędy przechodziło, w
jakim stanie emocjonalnym się znajdowało, jak się czuło fizycznie,
czy pozostawało w związku rodzinnym...
-
Z odchodów wilka odczyta się m.in. hierarchię zajmowaną w stadzie.
A mnóstwo małych tropów, które podeszły żółtym płynem, to nie -
jak sądziłby laik - ślady stada psów, ale wilcze przedszkole. Młode
wilczki tędy szły i siusiały. Czując nadchodzących ludzi, piastun
- dorosły wilk - wycofał podopiecznych w krzaki. I choć ich nie
widać, czekają w pobliżu, aż intruzi sobie pójdą... - opowiada przewodniczka.
Dziurki
wzdłuż drogi - na które wściekają się kierowcy w obawie o podwozia
aut - to nie kiepskie pobocze, lecz wywietrzniki zrobione przez
bobry do wentylacji nor. Natykając się na nie, nie wiemy, że stoimy
bobrom na głowach!
-
Pokazujemy też niepozorne zwierzęta - jak gąsienice, których wielu
ludzi się brzydzi. A to ciekawe stworzenia. Na przykład z gąsienic
jednego gatunku wykluwają się zarówno wielkie białe motyle, jak
i małe brązowe. Takie niepodobne, a rodzina! Gdy opowiadamy o samicy
tego motyla, spędzającej 95 proc. życia na uprawianiu seksu, ludzie
od razu inaczej na nie patrzą - śmieje się Katarzyna Ramotowska.
Ostoja
łosia
Ptaki,
owady, wilki, wydry, bobry, jenoty, lisy, borsuki, symfonia żab
moczarowych... I łosie. Warto się pospieszyć - do połowy kwietnia
te zwierzęta pozostają w zimowych ostojach. Łatwo je wtedy spotkać
- niemal na każdej łące turzycowej pasie się jeden, a nawet kilka
osobników. Potem ruszą na bagna, gdzie można je będzie oglądać tylko
z wież widokowych.
-
Turyści gnani żądzą podejścia do niepłochliwego z natury łosia zapominają,
że to dzikie zwierzę. Gdy kładzie uszy po sobie, daje znak, że czas
brać nogi za pas. Inaczej można skończyć jak grupa fotografików
- robili zdjęcia klępie i nie zauważyli nowo narodzonego łoszaka.
Matka przypuściła szarżę, pokonując 60
metrów w 3 sekundy... A łatwo sobie wyobrazić,
jak wygląda ucieczka, gdy trzeba odsysać nogi z błocka! - ostrzega
przewodniczka.
Dolina
Biebrzy to 60 tys. ha nieujarzmionej przyrody. Potęga, wobec której
wypada żywić respekt...
-
Pamiętam Holendrów, którzy wybrali się na 60-kilometrowy spływ Biebrzą.
A to leniwa rzeka, nurt nie pomaga. W dodatku nie przygotowali się
na załamanie pogody. Wiosłowanie wymagało takiego wysiłku energetycznego,
że po 16 godzinach niektórzy płakali... Prawdziwy survival! W dodatku
jeden kajak zaginął. Poszukiwania trwały całą noc. Rano turyści
się znaleźli. Szli drogą, zadowoleni, niosąc kajak na głowach. Opowiadali,
że spotkali wędkarza przeczekującego noc na brzegu. Siedział schowany
pod kajakiem i kurował się gorzałką. Holendrzy się z nim zintegrowali...
- wspomina Katarzyna Ramotowska.
Bezpieczeństwo
to nie jedyny powód, by wynająć przewodnika. Nie wiedząc, na co
patrzeć, turysta nie doceni unikalnego piękna Biebrzy...
Źródło:
Archiwum
Puls Biznesu
wyd.
1814 str. 20
|