Szczęśliwe krowy z Brzostowa
Istnieje takie
miejsce, gdzie ludzie i zwierzęta są szczęśliwe a przynajmniej tak się
nam ludziom wydaje... A mowa tu o Brzostowie i stadzie około 300 szczęśliwych
krów.
Sytuacja
krów jest tu o tyle specyficzna, że ich obory znajdują się po jednej stronie
rzeki a pastwiska po drugiej. W związku z tym - czy im się to podoba czy
nie - (a z obserwacji wynika, że raczej nie) krowy muszą się przeprawić
przez rzekę aby się najeść. A że pływanie nie należy do najmocniejszych
stron krów, ich przeprawa przez rzekę jest swoistym spektaklem. O poranku
całe stado zbiera się na brzegu rzeki i krowa liderka dodając wszystkim
otuchy donośnym muczeniem daje znak do odprawy. Krowy stopniowo zanurzają
się w wodzie a gdy grunt kończy się pod nogami i z wody wystają jedynie
głowy płynących zwierząt wokół rozchodzi się donośne zbiorowe, przeraźliwe
muczenie (nic dziwnego - prosto z ciepłej obórki do lodowato zimnej
wody - każdy by ryczał...). Kiedy jednak nasze bohaterki osiągną już przeciwny
brzeg rzeki to mają całych 60 tysięcy hektarów Parku Narodowego do wyłącznej
dyspozycji (no może do podziału z łosiami). Pasą się w dowolnie wybranym
przez siebie zielonym skrawku świeżej biebrzańskiej łąki, często brodząc
po brzuch w wodzie. Nikt ich nie pilnuje - ani ludzie ani psy, nie są
spętane i nie ma ogrodzeń. Za to jedzenia mają po horyzont. Pasą się gdzie
chcą i jak długo chcą. W miarę upływu dnia zbierające się mleko zaczyna
jednak ciążyć i nasze krowy gnane tym razem nie głodem a pragnieniem "ulżenia
sobie" przeprawiają się ponownie -
tym razem na cywilizowany brzeg rzeki. I tym razem nie potrzeba ludzi
ani psów (chyba że mleczarnia wcześniej przyjeżdża i krowy - wbrew ich
woli "spędza się wcześniej") - każda krowa zna swoją oborę i
bezbłędnie sama do niej trafia.
Szczególnie ten wieczorny spektakl przyciąga tłumy gapiów i fotografików.
Widok jest iście sielski; prawdziwa harmonia: łosie przemieszane w stadzie
z krowami; dzikie gęsi przekrzykują swe udomowione krewniaczki; turystyczne
kajaki zderzają się z lokalnymi pychówkami; wiejskie dzieci pływają za
krowami trzymając je za ogony; rybitwy próbują wynaleźć w tym zamieszaniu
coś do jedzenia; tabun na wpół zdziczałych koni wzbija tumany kurzu w
zachodzącym słońcu; żurawie zwołują się na noclegowisko; ciągnik z sianem
utknął na środku przeprawy przez rzekę; jakaś turystka roz stawiła
leżak w wodzie i nie bacząc na spektakl oddaje się lekturze - jednym słowem
prawdziwie żyjąca rzeka, obrazek który może być jeszcze utrwalony w Waszej
pamięci.
Stojąc tam
na brzegu człowiek ma nieodpartą ochotę przeprawić się przez rzekę na
stronę "szczęśliwych krów z Brzostowa". Czy szczęśliwych - nie
mamy pewności ale zapewne najczystszych krów w Europie.
|